WWC 2014

Relacja z naszej pierwszej wyprawy rowerowej przez Kaszuby nad Bałtyk pt. WWC 2014 (Wakacyjna Wyprawa Ciozdaków) Udział wezmą : Ja i Żonka.  Ruszamy 12.08.2014 około 8.00. Zdjęcia postaramy się wrzucać tutaj. (tajne hasło do galerii: rower) Przebyta trasa malować się będzie na naszych profilach endomondo:  Damian i Kasia Trasa będzie wyglądała jakoś tak 🙂

trasa

05.08.2014

Pierwsze przygotowania do Wakacyjnej Wyprawy Ciozdaków. Przyjechały zamówione sakwy, kaski i duperele. Montaż bagażników na unibike’u zakończony pełnym sukcesem. Rowerki objuczone. Jutro powinna dojechać ładowarka do telefonów, która wykorzysta energię Małżonki 🙂  

06.08.2014

Ładowarka Kemo dotarła. Małe urządzenie z czytelną instrukcją. Po demontażu lampy okazało się, że nie obędzie się bez lutowania. Elektrykiem nie jestem, ale po telefonie do przyjaciela zmontowałem to urządzenie w piękną całość z Rabeneick’em. Rowerek dzięki sile mięśni Małżonki w czasie jazdy świeci z przodu i z tyłu (to normalne) lub ładuje telefony i inne urządzenia z gniazdem mini usb. I to jest wartość dodana, która była nam potrzebna. Energii nigdy za wiele, tym bardziej, że telefon będzie służył nam za przewodnika. W instrukcji piszą coś o tym, że nie można przekraczać prędkości 30 km/h, ale to chyba nam nie grozi 😉

  IMG_20140806_174923 IMG_20140806_221850

09.08.2014

Kompletujemy manatki i obserwujemy pogodę.

 

10.08.2014

Na działce u Jacka i Emilii sprawdziliśmy stan i kompletność namiotu pożyczonego od Łukasza. Sprzęt w bardzo dobrym stanie, obszerny, może nawet za bardzo. Małe braki w śledziach uzupełniłem ze swojej pałatki.

11.08.2014

Pakujemy się w sakwy i robimy przymiarkę na rowerach.  Grubo – będzie co wieźć. 🙂

IMG_20140811_111437

 

12.08.2014

ruszamy …

Dojechaliśmy do Charzykowy. Droga bardzo różna – od spokojnych, w miarę równych asfaltów, przez drogi leśne i polne, po krótkie odcinki bardziej ruchliwych tras – ogólnie super trasa nawet na rowery z takim bagażem jak nasz. Wyliczyłem, że u siebie mam z przodu jakieś 3 kg z na każdym widelcu, a z tyłu jakieś 8 kg. Kasia wiezie około 7 kg badażu. Podróż w spokojnym tempie zabrała nam jakieś 5h. Dzisiaj nocleg – niespodzianka hotelik na obrzeżach Charzykowy. Teraz po obiadku odpoczywamy. Właśnie przeleciała burza – popadało, pobłyskało i … wyszło słonko. Wieczorem ruszamy pieszo  w Charzykowy zobaczyć jak kwitnie tu życie nocne. 🙂 Ahoj.

IMG_20140812_120759

Głos cyklistki sceptycznej – trasa godna polecenia – luzik, ale piasek w otworach różnych mam, nie powiem uzbierało się. Na mecie hotel, więc motywacja była. Po drodze widoki przecudne, sierpniowe. Pachnie dojrzałym latem. Są rolnicy, co pola już na zimę orają (albo orzą 😉 ), a myszy chybcikiem do domów uciekają. Oj będzie sroga zima… Pisałam to ja, wróżka cyklistka.

 IMG_20140812_135349

13.08.2014

Dzisiaj było pod górę. Większość trasy pokonaliśmy ścieżkami rowerowymi, które ciągną się z Charzykowy do Brus. Ścieżki wiły się po lasach wzdłuż lokalnych dróg. Zabójcze były te notoryczne podjazdy i zjazdy. Potem sporo asfaltu i długiiii (chyba z 2 km) zjazd do mety dzisiejszego odcinka. Namiocik rozstawiony i biwakujemy 🙂

IMG_20140813_104234

Cyklista za dychę – Jak dzisiaj było? Śniadanie królów w hotelu “Na Skarpie” w Charzykowy. Polecam, jedzenie wyborne. Budynek niepozorny, ale w środku wspaniale. Dzisiejsza trasa okrutna, dla wytrwałych. Żyły wyprułam i nie wiem, czy jutro wstanę, nie mówiąc o tym żeby pojechać rowerem. Kaszuby to według mnie kraina brzóz – najpiękniejszych drzew. Ich piękne sukienki wirowały nam nad głowami, a my jechaliśmy, jechaliśmy pod górę… A brzozy coraz smuklejsze. Dobranoc. Wchodzę do namiotu zaraz, ale najpierw herbata z rumem. Gazówka od E&Ł nieoceniona.

 IMG_20140813_143057

 

 ps. jest jakiś problem techniczny na blogu z wyświetlaniem zdjęć. Teraz z lasu go nie rozwiążę. Aby zobaczyć fotki wejdź na bloga z adresu https://www.ciozda.pl. Gdy wyświetli się monit o certyfikat – potwierdź go.

14.08.2014

No i deszcz. Leje non-stop od 23.00 do teraz. Jest prawie 8.00. W namiocie zaczyna pojawiać się woda. Jemy śniadanie i czekamy, aż pogoda zrobi się bardziej łaskawa dla rowerzystów.

IMG_20140814_074217

Za trzecim podejściem udało się spakować w miarę przesuszony namiot i wsiąść na rowery. Pognaliśmy przed siebie. Po drodze rozpogodziło się i podróżowaliśmy ze słońcem nad głowami. Nasz cel to Kościerska Huta koło Kościerzyny, gdzie rano, czekając na lepszą pogodę zaklepaliśmy sobie nocleg u pani Halinki. Odległość niepozorna, bo raptem 35 km, ale ukształtowanie terenu nas wymęczyło niemiłosiernie – ciągle pod górę, żadnych zjazdów. W końcu udało się dotrzeć na miejsce. Pani Halinka czekała na nas z obiadem i gotowym pokojem. Na tarasie rozwiesiliśmy nasz wilgotny namiot, aby dokładnie się wysuszył. Wieczorem gospodarze zaprosili nas na ognisko. Było sympatyczne.

Głos cyklistki zmęczonej – dzisiaj był kryzys i ochota zadzwonienia po Jacka. Ale zregenerowałam się u P. Halinki. Jedzenie domowe i swojski, wiejski klimat. Kogut był nawet. Nie lubię tego ptaka-kuraka za wygląd i buńczuczność, ale uwielbiam jak pieje. Gospodyni zaserwowała na obiad szynkę z żurawiną. W ogóle króluje u Niej żurawina. Suszyła śliwki na zimę i wykrajała cuda z warzyw. Fajnie… .

15.08.2014

Od rana piękna pogoda. Po śniadaniu około 10.00 ruszyliśmy do Chmielna. Początek ciężki piaszczysto – kamienistą drogą, potem troszkę lepiej, bo pojawiły się asfalty, ale cały czas wspinaczka. Trud wynagrodziły widoki – chyba najładniejszych odcinek jaki przejechaliśmy do tej pory. W Chmielnie postanowiliśmy coś zjeść i zaplanować na dzisiaj dalszą trasę, bo czas był dobry i czuliśmy się jeszcze na siłach. W czasie obiadu zrobiło się czarno i przyleciała burza z gradem. Rowery schowaliśmy w krzaki, a sami raczyliśmy się posiłkiem:) W tym czasie wykonaliśmy masę telefonów w poszukiwaniu noclegu w pobliżu Chmielna – zawsze to samo : Nie ma miejsc. Gdy wydawało się, że przestało padać wsiedliśmy na rowery – na krótko jednak – kolejny deszcz zniechęcił nas do dalszej podróży. Po kolejnych poszukiwaniach (uruchomiliśmy nawet Jacka i Emilię) nocleg znaleźliśmy w karczmie Krzewi Róg.

IMG_20140815_134051

Głos cyklistki na trasie – Jezu, jakie dzisiaj były widoki… Jechaliśmy wzdłuż Jezior Raduńskich. Oczami dotykałam zioła, polne kwiaty i chwasty, dojrzałe liście jarzębiny i dziękowałam za życie i kraj nasz przepiękny. Krowy i konie ucieszone, pasły się bezwstydnie na łąkach i miały prawdziwe  święto Matki Bożej Zielnej. Pozazdrościć.

Po godz.  13 z nieba poleciał ciężki grad, a potem lekki deszcz. W sumie oberwanie chmury. W deszczu też można jechać, ale jak już przemokliśmy porządnie, nie było już śmiesznie. W efekcie nocleg w karczmie “Krzewi Róg”. Jest ciepło i pachnie jedzeniem, jakim obłędnie pysznym.

IMG_20140815_104445

16.08.2014

Prognozy pogody na sobotę nieciekawe – burzowo i deszczowo po południu w całej PL. Plan na dzisiaj był więc taki – wsiadamy na rowery rano i pędzimy do Lęborka, skąd do Łeby dowieziemy się koleją. Drogi polno-asfaltowe, trasa zaplanowana na mapie przejechana bezbłędnie i bez niespodzianek. Sporo podjazdów, ale równie dużo zjazdów, a spadek wysokości przed Lęborkiem bezcenny – pędziliśmy na złamanie karku na ładnych kilku kilometrach. No i gdy do dworca PKP pozostało nam 2.9 km przyszła burza, którą przeczekaliśmy w jakimś dziwnym pomieszczeniu z fragmentami trumien w towarzystwie starszych pań wracających z pobliskiego cmentarza. W końcu udało nam się dostać na dworzec i kupić bilety do Łeby. Podróż pociągiem bardzo fajna – miejsce na rowery było, drugie śniadanie zjedliśmy i po 40 min byliśmy na miejscu. W navi wstukałem namiary na miejsce pobytu Hanci i popędziliśmy na spotkanie.

IMG_20140816_143250

 

Wizytacja była krótka, bo trening, potem obiad, a my musieliśmy znaleźć sobie spanko. Z uwagi na prognozy  namiot sobie odpuściliśmy i ruszyliśmy na poszukiwania pokoju. Udało się dosyć szybko. Fajne, czyste miejsce blisko centrum i plaży z pojemną kuchnią

IMG_20140816_153315

Rozpakowaliśmy się, a potem już tylko wypoczynek.

IMG_20140816_184534

17.08.2014

Dzisiaj odpoczywaliśmy. Spotkaliśmy się z Hancią – wizyta w herbaciarni, a potem wspólny obiad. Po południu wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy na wydmy. Fajne góry piachu, naturalna – bez komercji plaża.

IMG_20140817_155811

Jutro ostatni dzień naszej wyprawy. Plan jest taki – ruszamy rano do Słupska na pociąg o 13.33 do Jastrowia. Mamy do pokonania jakieś 60 km. W Jastrowiu będziemy o 17.20 i stąd pedałujemy to sweet home :).

W Jastrowiu mile widziani cykliści chętni do towarzystwa – zapraszamy. Do zobaczenia.

Głos cyklistki odpoczywającej – odpoczywam, odpoczywam, odpoczywam. Nogi mi wysiadły, a jutro kolejne kilometry. Myślę: dam radę, czy nie dam rady. Łeba jest długa i pełna ludzi. Zapachy jednej restauracji mieszają się z zapachami drugiej, tak więc czuć jedno wielkie nic. Najlepiej smakuje wędzona rybka kupiona w porcie. Poezja smaku i cenowo znośnie. Nie znoszę tłumów toczących się przez nadmorskie miejscowości. Dobrze, ze jutro znowu w trasie. Hanka jak to Hanka, cieszy się, że daleko od domu. Za Olkiem to tęskni. Dobre i to :-). Jacek przyjedziesz  z Darkiem po nas do Jastrowia? Powieziesz moje sakwy? 😉

IMG_20140817_204503

18.08.2014

Pomoc Mierzona Kilometrami

Ostatni odcinek był morderczy – najpierw spoglądaliśmy z niepokojem w niebo, w obawie przed zapowiadanymi burzami i deszczami. Potem musieliśmy gonić czas, który zaczął jakoś tak szybko nam umykać. Po drodze z pośpiechu pomyliłem trasę i o mały włos wjechalibyśmy na S6. Konieczny był manewr zawracania, który kosztował nas prawie 8 km i cenne minuty. Na rogatki Słupska wpadliśmy 50 minut przed odjazdem pociągu. Rajd po mieście ścieżkami rowerowymi i dotarliśmy do dworca  PKP, uff. Podróż z rowerami naszą koleją nie należy do przyjemnych. Po IMAG0836pierwsze trzeba wcisnąć się do wagonu przez wąskie drzwi i trzy stopnie w górę. Gdy już wgramolimy się do wagonu trzeba znaleźć sobie miejsce w korytarzu, tak, aby nie tarasować ruchu i w miarę bezpiecznie przetrwać podróż. Tak więc, gdy już mogliśmy opuścić pociąg na stacji w Jastrowiu, byłem przeszczęśliwy 🙂

W Jastrowiu czekał na nas Darek- brat Kasi, który z chęcią wrzucił bagaż siostry na swoją koga miyatę. Ruszyliśmy na trasę ostatnich 20 km wyprawy. Udało się – dojechaliśmy szczęśliwie do domu. Zmęczeni, ale szczęśliwi z aktywnego wypoczynku. Przez całą wyprawę uczestniczyliśmy w akcji Pomoc mierzona kilometrami – policzyłem, w czasie wakacyjnej wyprawy udało nam się razem z Kasią zebrać 752,5 km, jupi 🙂 Byłoby trochę więcej, ale w czasie podróży jeden z telefonów  w pewnym momencie odmówił współpracy.

Dziękujemy wszystkim za doping i ciepłe słowa.

A za rok…

D.K.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.